wyłaniam się zza mgły
Ten rok mknie tak szybko i zanim się obejrzymy będą już Święta. Jestem bardzo zmęczona, więc zasiadam do wpisu, po długiej przerwie. Zobaczymy, co z tego wyjdzie.
Po wyjeździe do Kopenhagi mogę śmiało powiedzieć, że zakochałam się w Skandynawii. W stylu życia tamtejszych ludzi, w architekturze, przyrodzie, uliczkach, pogodzie, we wszystkim. Jest to nadzwyczaj ciekawe, ponieważ moje studia związane są z krajem całkowicie innym od tych na północy, a jednak... Miłość, miłość na zawsze.
Zaczął się grudzień i opanowało mnie świąteczne szaleństwo. Słucham świątecznych piosenek, szukam prezentów, mam przed oczami ozdobioną choinkę, myślę o tym wszystkim, co mnie czeka za 3 tygodnie. Jestem podekscytowana, bo te Święta będą tak niesamowicie wypełnione miłością, jak nigdy wcześniej.
Dzisiaj nastąpił pewien przełom w moim życiu. Przyznałam się przed kimś, że nie jestem taka, za jaką mógł mnie uważać. Odsłoniłam wszystkie swoje słabości i porozmawiałam pierwszy raz, jak dorosły z dorosłym. Bez pouczania, bez prawienia kazań. Były łzy, które kapały na moje legginsy, które noszę po akademiku, było pociąganie nosem do słuchawki w telefonie. I była wszechobecna miłość, opieka, troska, spokój i zrozumienie. Tak po prostu. Rozmowa, jakiej jeszcze nie było. Jak równy z równym. Bez osądzania. Jak ojciec z córką, pierwsza taka rozmowa. To początek jakiegoś pięknego, nowego etapu w moim życiu. Z moim ojcem obok mnie, kochającym, rozumiejących. Taka właśnie się dzisiaj poczułam. Pierwszy raz od dawna, może pierwszy raz w życiu. Kochana. Przez Niego. Przepiękne uczucie, z którego do teraz nie mogę się otrząsnąć, a łzy leciały mi jeszcze godzinę po rozmowie.
***
Już teoretycznie po świętach, a ja nie miałam czasu i weny, by ten wpis dokończyć. Do czasu. Dzisiaj 26.12., a ja po raz kolejny podejmuję tę próbę.
Step up the two of us, nobody knows us
Get in the car like, "Skrrt"
Staying up all night, order me pad thai
Then we gon' sleep 'til noon
Me with no makeup, you in the bathtub
Bubbles and bubbly, ooh
This is a pleasure, feel like we never act this regular
No, więc zaraz minie kolejny rok, a ja mogę zrobić sobie bilans zysków i strat. Zyski? Najpiękniejsza miłość. Straty? Kilka kilogramów, co w moim przypadku może być trochę niepokojące.
Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdybyście urodzili się w innym miejscu? W innym domu, gdyby waszymi rodzicami byli inni ludzie? Co by było?
Muszę tyrać w pracy, żeby utrzymać się na studiach, nie mam czasu na jedzenie, a kiedy już znajdę chwilę na odpoczynek to spędzam ją w BARDZO niekonstruktywny sposób.
Ten rok na pewno będzie inny. Możliwe, że zmienię miejsce zamieszkania. Możliwe, (praktycznie pewne), że zmienię pracę. Czas minie i zaraz skończę 21 lat.
Jak w totalnie innym miejscu jestem dzisiaj. Jak bardzo inne są moje poglądy na życie. Jak bardzo zamknęłam się w sobie. Jak bardzo polubiłam siedzieć w domu, pić herbatę, ze słuchawkami w uszach, mając spokój i nie musieć z nikim rozmawiać (no chyba, że z Tobą, z Tobą zawsze mogę). Zamknęłam się na ludzi. Zapewne wynika to ze zmęczenia. Nie byłam na żadnej imprezie, może z raz czy dwa wyszłam gdzieś ze znajomymi. W mojej głowie tylko Ty, wspomnienia z podróży, strach przed każdym kolejnym miesiącem i wizja odpoczynku, który mnie czeka za kilka lat. Czy tak będzie? Czy wtedy w końcu odpocznę?
I niby czuję potrzebę zmiany. Zmiany koloru włosów, czy może upięcia. Zmiany w ustawieniu rzeczy na moich półkach. Może kolejne studia. Zmiany. Ale jakim cudem ja pragnę zmian, kiedy one tak źle na mnie działają? (ostatnia skończyła się wymiotami na Placu Grzybowskim w momencie szczytowego poziomu stresu).
Wiele wiele wiele bym chciała, a jest jeszcze takie nieosiągalne.
Po wyjeździe do Kopenhagi mogę śmiało powiedzieć, że zakochałam się w Skandynawii. W stylu życia tamtejszych ludzi, w architekturze, przyrodzie, uliczkach, pogodzie, we wszystkim. Jest to nadzwyczaj ciekawe, ponieważ moje studia związane są z krajem całkowicie innym od tych na północy, a jednak... Miłość, miłość na zawsze.
Zaczął się grudzień i opanowało mnie świąteczne szaleństwo. Słucham świątecznych piosenek, szukam prezentów, mam przed oczami ozdobioną choinkę, myślę o tym wszystkim, co mnie czeka za 3 tygodnie. Jestem podekscytowana, bo te Święta będą tak niesamowicie wypełnione miłością, jak nigdy wcześniej.
Dzisiaj nastąpił pewien przełom w moim życiu. Przyznałam się przed kimś, że nie jestem taka, za jaką mógł mnie uważać. Odsłoniłam wszystkie swoje słabości i porozmawiałam pierwszy raz, jak dorosły z dorosłym. Bez pouczania, bez prawienia kazań. Były łzy, które kapały na moje legginsy, które noszę po akademiku, było pociąganie nosem do słuchawki w telefonie. I była wszechobecna miłość, opieka, troska, spokój i zrozumienie. Tak po prostu. Rozmowa, jakiej jeszcze nie było. Jak równy z równym. Bez osądzania. Jak ojciec z córką, pierwsza taka rozmowa. To początek jakiegoś pięknego, nowego etapu w moim życiu. Z moim ojcem obok mnie, kochającym, rozumiejących. Taka właśnie się dzisiaj poczułam. Pierwszy raz od dawna, może pierwszy raz w życiu. Kochana. Przez Niego. Przepiękne uczucie, z którego do teraz nie mogę się otrząsnąć, a łzy leciały mi jeszcze godzinę po rozmowie.
***
Już teoretycznie po świętach, a ja nie miałam czasu i weny, by ten wpis dokończyć. Do czasu. Dzisiaj 26.12., a ja po raz kolejny podejmuję tę próbę.
Step up the two of us, nobody knows us
Get in the car like, "Skrrt"
Staying up all night, order me pad thai
Then we gon' sleep 'til noon
Me with no makeup, you in the bathtub
Bubbles and bubbly, ooh
This is a pleasure, feel like we never act this regular
No, więc zaraz minie kolejny rok, a ja mogę zrobić sobie bilans zysków i strat. Zyski? Najpiękniejsza miłość. Straty? Kilka kilogramów, co w moim przypadku może być trochę niepokojące.
Zastanawialiście się kiedyś, co by było, gdybyście urodzili się w innym miejscu? W innym domu, gdyby waszymi rodzicami byli inni ludzie? Co by było?
Muszę tyrać w pracy, żeby utrzymać się na studiach, nie mam czasu na jedzenie, a kiedy już znajdę chwilę na odpoczynek to spędzam ją w BARDZO niekonstruktywny sposób.
Ten rok na pewno będzie inny. Możliwe, że zmienię miejsce zamieszkania. Możliwe, (praktycznie pewne), że zmienię pracę. Czas minie i zaraz skończę 21 lat.
Jak w totalnie innym miejscu jestem dzisiaj. Jak bardzo inne są moje poglądy na życie. Jak bardzo zamknęłam się w sobie. Jak bardzo polubiłam siedzieć w domu, pić herbatę, ze słuchawkami w uszach, mając spokój i nie musieć z nikim rozmawiać (no chyba, że z Tobą, z Tobą zawsze mogę). Zamknęłam się na ludzi. Zapewne wynika to ze zmęczenia. Nie byłam na żadnej imprezie, może z raz czy dwa wyszłam gdzieś ze znajomymi. W mojej głowie tylko Ty, wspomnienia z podróży, strach przed każdym kolejnym miesiącem i wizja odpoczynku, który mnie czeka za kilka lat. Czy tak będzie? Czy wtedy w końcu odpocznę?
I niby czuję potrzebę zmiany. Zmiany koloru włosów, czy może upięcia. Zmiany w ustawieniu rzeczy na moich półkach. Może kolejne studia. Zmiany. Ale jakim cudem ja pragnę zmian, kiedy one tak źle na mnie działają? (ostatnia skończyła się wymiotami na Placu Grzybowskim w momencie szczytowego poziomu stresu).
Wiele wiele wiele bym chciała, a jest jeszcze takie nieosiągalne.
Komentarze
Prześlij komentarz