xx
Wczoraj minęły dokładnie trzy lata od mojej przeprowadzki do Warszawy. I jakoś tak mnie wzięło na wspominanie. Wpatruję się w ekran, a oczy zachodzą mi łzami ze wzruszenia. 3 lata. Tamte wakacje kojarzą mi się z piosenką 40 day dream, śniadaniem na trawie i wizytą u lekarza medycyny pracy w dzień dziecka. Kojarzą mi się ze stresem związanym z pierwszą pracą i jedzeniem dwóch 7days w ramach śniadania. Z moimi 19. urodzinami i drogą powrotną przez kilka godzin na ramie roweru. Z wynikami, że dostałam się na studia. Bardzo się bałam. Nie wiedziałam, jak wygląda dorosłe życie. Pamiętam, że bałam się, że nie będę umiała zapłacić za rachunki, że nie wiem jak się zapisuje do lekarza, że będę musiała się odnaleźć w Warszawie. Stresowałam się, bo to wszystko, co mnie czekało było nieznane i niemożliwe do przewidzenia. Pamiętam też ostatni tydzień przed przeprowadzką. Przeglądałam moje szuflady i wyrzucałam to, czego nie miałam jak zabrać. Płakałam ze wzruszenia nad laurka...