******************



Dzisiaj odbyłam krótką, ale dobrą rozmowę z dyrektorką miejsca, gdzie odbywa się mój WF. Powiedziała to, co jest tytułem moje wpisu. „Dziewczynki powinny chodzić na balet”. Tak mi się to spodobało, bo dotyczy to jedno z moich marzeń. Chodzenia na balet. Chyba najcudowniejsze w tym wszystkim jest to, że to ono naprawdę się spełni.

Dzisiaj mój profesor od performatyki (nauki o szeroko rozumianym performansie) opowiadał o swojej seksualności i zachodzących w niej zmianach. Okazał się zdradzonym gejem, którego wieloletnia miłość odeszła do młodszej doktorantki. Rada: nigdy nie wchodźcie w związek z pracownikiem naukowym, bo Was zdradzi z doktorantem (doktorantką- dopowiedziane po chwili). A potem opowiadał o swoim aktualnym życiu, o propozycjach od młodych chłopców na bycie jego uległymi, bo on i jego waga 118 kilogramów wydają się być dobrym materiałem na dominanta. I potem jeszcze opowiadał o swoim misiowym cielsku w lateksie, takie małe sado-maso tylko bez bicia. Powiedział, że się w tym na początku nie widział, ale teraz… A może?

I to wszystko wydało mi się niesamowicie ciekawe i wyjątkowe, że on, siedząc naprzeciwko jedenastu studentek opowiada to wszystko, jakby mówił o swoich zakupach. A w przerwach między jedną, a drugą opowieścią wspomniał, że ciężko mu się skupić przez psychotropy. „Fajnie, fajnie się czuję”. To dobrze.

Byłoby dobrze, gdyby tak fajnie czuł się ktoś inny. Jak to jest, że taki pięknemu kwiatowi nagle opadły płatki i listki i okazało się, że skończy w szpitalu? Czy może on tylko udaje? Tyle pytań, a ja pozostaję bez odpowiedzi. Mój kwiatek daleko ode mnie, a ja daleko od odpowiedzi na te wszystkie pytania.



***

To było jakieś dwa tygodnie temu. Może trzy.

***

Wyobraźcie sobie, jak całe życie staje wam przed oczami. Każda wspólna rozmowa, każdy śmiech, każde zaśnięcie w tym samym pokoju, każda wypita kawa, każdy żart. Wyobraźcie sobie, że nagle w waszym życiu brakuje jednej, tej jednej jedynej osoby. Tej, która była od zawsze.
Dla mojego dobra, mnie zostawiasz? Że za kilka miesięcy o Tobie zapomnę? Potem pytasz, czy płakałam? Chciałabym zrozumieć. Próbuję zrozumieć. Nie wiem, czy będę potrafiła zapomnieć o tym koszmarze. Jak to jest, że tak bardzo Cię kocham? Jak to jest, że tego nie zauważyłaś? Czy kochałam za mało? Czy powinnam dać Ci więcej i więcej? Czy teraz będzie tak, jak było? Czy ruszymy dalej, zostawimy to za sobą, a Ty tu przyjedziesz i jak nic pójdziemy na kawę?
Chciałaś mnie zostawić. Chciałaś mnie porzucić, tłumacząc, że to dla mojego dobra. Chciałabym tak po prostu móc zapomnieć o tych dniach, o tych kilku dniach, gdy bałam się każdej minuty. Chciałabym nie przeżyć tej drogi, kiedy wyłam w samochodzie, bo nie wiedziałam, czy zobaczę Cię żywą. Chciałabym krzyczeć, płakać, chciałabym się wydzierać. Dlaczego, dlaczego, dlaczego? Dlaczego to się stało? Czy to musiało się stać? I, najważniejsze. Czy mogłyśmy tego uniknąć? Czy mogłam coś zrobić? Wiem, że to błędna droga, że to zła droga. że niczemu nie jestem winna, że nic nie mogłam zrobić, że to była twoja decyzja. Ale... Dlaczego, dlaczego, dlaczego?! Chciałabym krzyczeć z bezsilności. Życie nauczyło mnie ukrywać w sobie uczucia. Zakopywać je w sobie. Bo takie jest życie, Priim, bo to nie zawsze jest szczęście. Bo musisz się ogarnąć, musisz pracować, studiować. Nie możesz sobie pozwolić na upadek. A i owszem. Oto ja, Priimadonna pozwoliłam sobie na upadek. I dlatego szlochałam w tamtym samochodzie jak dziecko, bo się bałam, że kiedy Cię zobaczę, będziesz już martwa. I potem weszłam do domu i oto ja, silna jak nigdy, nie płakałam całe 3 dni. Wszyscy naokoło płakali, a ja nie. Byłam silna. Byłam silna nawet wtedy, gdy po przebudzeniu, kiedy trzymałam Cię za rękę, powiedziałaś mi, że spierdoliłam i, że Cię zostawiłam i zaczęłaś płakać. I ja wiem, że teraz nic z tego nie pamiętasz, że to wszystko to nie byłaś Ty. Tak, wtedy też byłam silna. Byłam silna do pewnego momentu. A potem, kiedy nagle byłam w mieszkaniu, już po powrocie z tego miejsca, gdzie magicznie ratują ludzi, ryczałam jak dziecko. Coś we mnie pękło. I potem wróciłam tutaj, bo już wszystko się ułożyło, przynajmniej na razie. I uczyłam się do egzaminów, nawet poszłam w końcu do pracy. I naprawdę mi się wydawało, że wszystko jest dobrze, że wszystko już się ułożyło. Że naprawdę nie jest ważne to, co się wydarzyło. Że już wybaczyłam, że to przetrawiłam, że jestem gotowa ruszyć dalej.
Ale jest wieczór, a ja siedzę i płaczę nad laptopem. I wiem, że jeszcze długa droga przede mną. Bo tak wielkiego koszmaru nie przeżyłam nigdy. Dlaczego ludzie ranią i mówią, że tak będzie lepiej?
Demony mnie nawiedzają, a ja tak bardzo tego nie chciałam. Boję się. Boję się moich myśli, snów i nocy. Boję się. Bo ten koszmar stał się rzeczywistością.
Jak mam teraz żyć?

odezwij się

xx

Komentarze

Popularne posty