xx
Wczoraj minęły dokładnie trzy lata od mojej przeprowadzki do Warszawy. I jakoś tak mnie wzięło na wspominanie. Wpatruję się w ekran, a oczy zachodzą mi łzami ze wzruszenia. 3 lata.
Tamte wakacje kojarzą mi się z piosenką 40 day dream, śniadaniem na trawie i wizytą u lekarza medycyny pracy w dzień dziecka. Kojarzą mi się ze stresem związanym z pierwszą pracą i jedzeniem dwóch 7days w ramach śniadania. Z moimi 19. urodzinami i drogą powrotną przez kilka godzin na ramie roweru. Z wynikami, że dostałam się na studia.
Bardzo się bałam. Nie wiedziałam, jak wygląda dorosłe życie. Pamiętam, że bałam się, że nie będę umiała zapłacić za rachunki, że nie wiem jak się zapisuje do lekarza, że będę musiała się odnaleźć w Warszawie. Stresowałam się, bo to wszystko, co mnie czekało było nieznane i niemożliwe do przewidzenia.
Pamiętam też ostatni tydzień przed przeprowadzką. Przeglądałam moje szuflady i wyrzucałam to, czego nie miałam jak zabrać. Płakałam ze wzruszenia nad laurkami, rysunkami i dyplomami. W jakiś sposób czułam, że zostawiam część siebie i, że już nic nie będzie takie samo. I nie było. Spakowałam się w 8 worków na śmieci, które wypełniły cały salon, a ja ze szklanymi oczami patrzyłam na całe moje życie, bojąc się co przyniosą kolejne miesiące.
Pamiętam pożegnanie. Pamiętam, że wszyscy płakali. Pamiętam, jak G. zalewała się łzami i nie chciała mnie puścić, a potem nie odzywała się do mnie przez kilka tygodni. Pamiętam, że to był pierwszy raz, kiedy zobaczyłam mojego Tatę płaczącego. Pamiętam, że wsiadłam do samochodu po 20 i ruszyłam w nieznane.
Nigdy bym się nie spodziewała, że moje życie tak się potoczy. Teraz, mając 22 lata, wspominam tamte wakacje z uśmiechem. Rozczula mnie ta moja niewinność, dziecinność. Gdybym mogła wrócić do tamtego momentu i spotkać się z moją 19. letnią wersją, powiedziałabym jej, hej, nic nie potoczy się tak jak sądzisz. I chociaż przed Tobą ciężkie miesiące, to wiedz, że wkrótce Twoje życie obróci się o 180 stopni i będziesz tak szczęśliwa jak nigdy. I pamiętaj, że jakkolwiek wyda Ci się to niemożliwe, po każdym deszczu pojawia się tęcza. I jest piękniejsza, za każdym razem.
Jak zabawne wydaje mi się to, że wszystko może się zmienić w ciągu kilku tygodni, miesięcy, lat. Jestem dumna z tego, na jaką kobietą 'wyrosłam'. Młodą, pewną siebie kobietę. Utrzymującą się sama od dwóch lat, mieszkającą w stolicy, kochającą, kochaną. Wegetariankę. Feministkę. Artystkę. Pisarkę. Tancerkę. I chociaż bywa ciężko i czasem uświadamiam sobie tę niemoc i przeszywa mnie ból, kiedy sobie uświadomię, że już zawsze będę żyła ze świadomością, że przynajmniej jedna osoba będzie mogła mnie opuścić, gdy nad jej głową pojawią się czarne chmury tak jak rok temu, to staram się dzisiaj skupić na tym, co jest dobre. Staram się akceptować te trudności. Staram się akceptować, że kiedyś może jej zabraknąć. I jej też.
Jestem cudowna.
I będę to sobie powtarzać do końca moich dni.
xx
Komentarze
Prześlij komentarz