Nowe życie
Nowe życie? To trochę dziwne.
7 tygodni z kawałkiem, a ta sofa, na której teraz siedzę będzie moim łóżkiem. Te półki będą wypełnione moimi podręcznikami. W lodówce będzie jedzenie, które sobie kupię. Za kilka miesięcy będzie śnieg, a ja będę siedzieć na tej sofie i zerkać na opadający biały puch, z gorącą czekoladą w dłoniach i myślą, że już od dwóch miesięcy jestem Warszawskim Słoikiem. To chyba powoli do mnie dociera. Że oficjalnie jestem studentką. Że będę mieszkać w Warszawie. Że będę tutaj pracować. Że będę pokonywała kilometry. Że tutaj będzie rozkwitać moja miłość.
Boję się. Kolejny duży krok w moim życiu. Pierwszym była matura, a drugim praca. Teraz przychodzą studia wraz z pracą i nowym miejscem zamieszkania. No i samodzielność.
Nie za bardzo w siebie wierzę. Nie widzę siebie pracującej, siebie używającej pralki, siebie załatwiającej jakieś sprawy w urzędzie. Siebie, jako dorosłej kobiety. Siebie studentki. Siebie, która musi zadbać o to, żeby jej wystarczyło na jedzenie do końca miesiąca. Do pensji. Siebie, w tej wersji dorosłej. Tutaj marzenia zderzają się z tym, na co kogoś stać. Marzyłam o Warszawie od tysiąca lat. Dlaczego teraz zaczynam się tak panicznie bać, kiedy mam to już na wyciągnięcie ręki? Dostałam się na Uniwersytet Warszawski! Pieprzone UW, najlepszy uniwersytet w kraju. Ja to zrobiłam! Ja!
Teraz, kiedy wszystko ma się ułożyć, odsłaniają się moje największe demony, które zasnęły na jakiś czas. A teraz im się przypomniało, że mogą mnie niszczyć.
To ciekawe, że mam taki niesamowity dar namawiania. Ja po prostu wiem, że coś się uda. Po prostu wiem, że ktoś da radę. Widzę to w jego oczach, w jego zachowaniu. Znam go i wiem, że da radę. Tak bardzo wierzę w innych.. Tylko dlaczego nie wierzę w siebie?
Skończyłam 19 lat i to był dobry dzień. Nie wiem dlaczego, ale lubię spędzać urodziny nad wodą. Nie muszę się kąpać. Lubię patrze na wodę. Lubię. Wyśpiewałam piosenki na karaoke (to było cudowny pomysł), matka natura pewnie się śmiała ze mnie, kiedy tak ten materiał się ze mnie zsuwał, a ja zanurzałam się w tak niesamowicie ciepłej wodzie, w środku nocy. Przeżyłam drugą najgorszą podróż w moim życiu, chociaż jakby nie patrzeć, to nawet ten ból miał w sobie jakąś magię. Albo tabliczka z nazwą mojego miasta. I ja, owinięta kocem, idąca bokiem szosy, kiedy moją twarz oświetlało wschodzące słońce. Brakowało w tamtym momencie "Fourth of July".
Czy to ja jestem inna, czy to ten świat nie może mnie do siebie przystosować? Cały czas coś mi się wymyka. Nie chcę udawać. Nie chcę być kimś innym. Ostatnio bardziej niż kiedykolwiek jestem sobą. Sobą w całości. Odkrywam się przed światem (tylko czekać, aż mnie wszyscy pożrą). Robię to, czego pragnę. A jednak.. To nie wszystko zawsze jestem dobre.
A co jest dobre?
Co to znaczy, ze coś jest dobre?
Co to tak właściwie znaczy
Czynić dobro
a czynić zło?
Gdzie jest granica
i kto ją wyznacza?
niczego nie żałuję
7 tygodni z kawałkiem, a ta sofa, na której teraz siedzę będzie moim łóżkiem. Te półki będą wypełnione moimi podręcznikami. W lodówce będzie jedzenie, które sobie kupię. Za kilka miesięcy będzie śnieg, a ja będę siedzieć na tej sofie i zerkać na opadający biały puch, z gorącą czekoladą w dłoniach i myślą, że już od dwóch miesięcy jestem Warszawskim Słoikiem. To chyba powoli do mnie dociera. Że oficjalnie jestem studentką. Że będę mieszkać w Warszawie. Że będę tutaj pracować. Że będę pokonywała kilometry. Że tutaj będzie rozkwitać moja miłość.
Boję się. Kolejny duży krok w moim życiu. Pierwszym była matura, a drugim praca. Teraz przychodzą studia wraz z pracą i nowym miejscem zamieszkania. No i samodzielność.
Nie za bardzo w siebie wierzę. Nie widzę siebie pracującej, siebie używającej pralki, siebie załatwiającej jakieś sprawy w urzędzie. Siebie, jako dorosłej kobiety. Siebie studentki. Siebie, która musi zadbać o to, żeby jej wystarczyło na jedzenie do końca miesiąca. Do pensji. Siebie, w tej wersji dorosłej. Tutaj marzenia zderzają się z tym, na co kogoś stać. Marzyłam o Warszawie od tysiąca lat. Dlaczego teraz zaczynam się tak panicznie bać, kiedy mam to już na wyciągnięcie ręki? Dostałam się na Uniwersytet Warszawski! Pieprzone UW, najlepszy uniwersytet w kraju. Ja to zrobiłam! Ja!
Teraz, kiedy wszystko ma się ułożyć, odsłaniają się moje największe demony, które zasnęły na jakiś czas. A teraz im się przypomniało, że mogą mnie niszczyć.
To ciekawe, że mam taki niesamowity dar namawiania. Ja po prostu wiem, że coś się uda. Po prostu wiem, że ktoś da radę. Widzę to w jego oczach, w jego zachowaniu. Znam go i wiem, że da radę. Tak bardzo wierzę w innych.. Tylko dlaczego nie wierzę w siebie?
Skończyłam 19 lat i to był dobry dzień. Nie wiem dlaczego, ale lubię spędzać urodziny nad wodą. Nie muszę się kąpać. Lubię patrze na wodę. Lubię. Wyśpiewałam piosenki na karaoke (to było cudowny pomysł), matka natura pewnie się śmiała ze mnie, kiedy tak ten materiał się ze mnie zsuwał, a ja zanurzałam się w tak niesamowicie ciepłej wodzie, w środku nocy. Przeżyłam drugą najgorszą podróż w moim życiu, chociaż jakby nie patrzeć, to nawet ten ból miał w sobie jakąś magię. Albo tabliczka z nazwą mojego miasta. I ja, owinięta kocem, idąca bokiem szosy, kiedy moją twarz oświetlało wschodzące słońce. Brakowało w tamtym momencie "Fourth of July".
Czy to ja jestem inna, czy to ten świat nie może mnie do siebie przystosować? Cały czas coś mi się wymyka. Nie chcę udawać. Nie chcę być kimś innym. Ostatnio bardziej niż kiedykolwiek jestem sobą. Sobą w całości. Odkrywam się przed światem (tylko czekać, aż mnie wszyscy pożrą). Robię to, czego pragnę. A jednak.. To nie wszystko zawsze jestem dobre.
A co jest dobre?
Co to znaczy, ze coś jest dobre?
Co to tak właściwie znaczy
Czynić dobro
a czynić zło?
Gdzie jest granica
i kto ją wyznacza?
niczego nie żałuję
Spokojna jestem w ciszy. - Nie chcę myśleć więcej
- co mną jest gdzieś odeszło w jakimś tajnym celu -
Patrzę w ogród zamkowy na róż sto tysięcy
marząc o przetowłosym mych wdzięków minstrelu.
Staję cicho wśród bytu. - Próżnię mam za czołem
w woni ziela usypia się krwi mojej tętno...
Bezczucie w szarej płachcie za królewskim stołem
siadło - i będę dzisiaj nieżywą i piękną. -
Lecz znam czary i wróci wśród serca uderzeń
dusza moja namiętna jako skrzypek blady -
królowa burz wiosennych i bolesnych wierzeń
Niechaj mi zajrzy w oczy książę mej ballady...
Komentarze
Prześlij komentarz