Pourquoi vous tout compliquez?

Samotność w tłumie. To takie typowe, prawda?
Ostatnio dotkliwie odczuwam brak towarzystwa. Kiedy jestem sama w domu, panikuję. Nie mogę sobie poradzić z tym przytłaczającym uczuciem. Z tym bólem w klatce piersiowej, ze łzami, które się cisną na powieki. Nie potrafię sobie z tym poradzić. Kiedy jestem sama, czuję się taka bezbronna. Taka krucha. Taka... Sama. Sama, całkiem sama.
Leżałam w nocy i wpatrywałam się w ciemność. I okazało się, że nie mam do kogo się odezwać. Było za gorąco, za duszno, zbyt płaczliwie, a ja byłam sama. Gdyby to wszystko mogło być chociaż trochę prostsze.
A może to ja sobie komplikuję?
Gdybym tylko potrafiła się opanować w tym wszystkim. Gdybym się nie poddawała emocjom. Gdybym myślała, kiedy podejmuję decyzję. A tak często tego nie robię. Nie zastanawiam się. Złożyłam na studia pod wpływem chwili. Nawet nie było to dla mnie ważne. Większość decyzji podejmuję 'tak po prostu'. Nawet moje największe szczęście jest dziełem przypadku. Co tak właściwie jest moją zasługą w tej mojej nędznej egzystencji? Te momenty, kiedy mam na coś wpływ i mogę podjąć dobrą lub złą decyzję zamieniam w porażkę.
Za dwa dni znowu wyjeżdżam. Zanurzę się w krainie tańca. I wgl w tym wszystkim.
Czuję się, jak balonik, z którego ktoś spuścił powietrze.
Tak czuję się od dawna.
A teraz, jak już mam tylko mgliste wspomnienie ramion, które mnie obejmują i dotyk jego dłoni na moim policzku
to już tylko płakać pozostaje

jestem za słaba
i nieważne jak bardzo próbuję pokazać, że dam radę
to nie dam
jestem za słaba
jestem najkruchszą istotą, jaką znasz

chciałabym być silniejsza. naprawdę. to nie jest mi na rękę, że się tak załamuję. że tak szybko zaczynam płakać, że się wzruszam na reklamach i głupich filmach. to nie jest mi na rękę, że tak szybko się stresuję, że sobie nie radzę z porażkami, że jestem chodzącą bombą, która tylko czeka, żeby wybuchnąć płaczem.

ech
bez sensu
koniec wpisu

Komentarze

Popularne posty