Mystery of love
Za miesiąc będzie już prawie po sesji, a za 15 dni będę mogła powiedzieć: "Witaj tłuściutka, cudowna sesjo, czekałam na Ciebie". Zatem mam nadzieję, że sobie poradzę i będę mogła dumnie mówić: "Jestem studentką. I zdałam pierwszy rok".
Po tych 9 miesiącach mieszkania tutaj, mam całkiem niezłe spojrzenie na to wszystko, co się wydarzyło. Spełniłam swoje marzenie, pokazałam wszystkim naokoło, że mi się udało, że zrobiłam to sama i, że dotarłam do celu, do którego dążyłam od kilku lat. Zatem podsumowanie można uznać za całkiem pozytywne. Pracuję w miejscu, które uwielbiam, na dodatek będę mogła kontynuować tę pracę w wakacje, tylko w rodzinnym mieście... Wow. Jest cudownie. Nie zapominajmy oczywiście o najważniejszym czymś, a raczej kimś. Bez tego Pana nic by nie było takie, jakie jest.
Motylki w brzuchu!
Uwielbiam ten moment, gdy wkładam słuchawki, włączam muzykę i odpływam. Moje myśli fruwają gdzieś pod sufitem, a ja leżę i wpatruję się w przestrzeń. Czasem zamykam oczy, a ciemność pod przymkniętymi powiekami nie wydaje się straszna. Piękne obrazy, piękne wspomnienia.
W ostatnim czasie zauważyłam, jak wiele piosenek kojarzę z różnym okresem w moim życiu. Jak bardzo muzyka jest nieodłącznym elementem mojego życia. Uświadomiłam sobie, że podczas pocałunków nucę w myślach piosenki, a czasem podczas jazdy autobusem myślę o tym, że to byłoby dobre ujęcie, dobry kadr. I czasem też sobie myślę, że tak trochę się czuję, jakbym grała w filmie. Jakbym miała jedną z najlepszych ról. Ale nie w tym sensie, że udaję, że odgrywam jakąś rolę, że jestem aktorką (chociaż każdy człowiek nim jest, odgrywając sztukę zwaną życiem, czyż nie?). Po prostu wszystko wydaje się tak pięknie wyreżyserowane, tak cudowne, tak wyidealizowane. Żyję w dolinie słodyczy i rozkoszy. I dawno nie byłam tak szczęśliwa. Wydaje mi się, że chyba nigdy nie byłam tak szczęśliwa. I naprawdę mówię całkowicie szczerze.
Zmiany, zmiany, zmiany. Temat z poprzedniego wpisu absolutnie aktualny. Od października zapewne będę musiała korzystać ze wspólnej łazienki na korytarzu, będę wpatrywała się we dwie dziewczyny, z którymi będę dzieliła pokój. Będę mówiła 'tak, mieszkam w akademiku'. Tak. Życie potrafi być zaskakujące. Tak zaskakujące, jak fakt, że na całe wakacje wracam tam, gdzie nigdy już wrócić nie miałam. A tu znowu, 3 miesiące w tym samym pokoju, w którym spędziłam ostatnie kilkanaście lat. I cóż? Cóż. Nie wiem, czy to przeżyję. Nawet nie chcę o tym myśleć. Nawet nie przechodzi mi przez myśl, że to wszystko jest prawdą. Że te brązowe oczy będę widywała tak rzadko. Nie, nie, nie, nie, nie.
No i jeszcze jedno. Jak poradzę sobie z duchem przeszłości, kiedy będę musiała przebywać w tym miejscu, z którego w jakiś sposób uciekłam?
xx
i'll be back
Po tych 9 miesiącach mieszkania tutaj, mam całkiem niezłe spojrzenie na to wszystko, co się wydarzyło. Spełniłam swoje marzenie, pokazałam wszystkim naokoło, że mi się udało, że zrobiłam to sama i, że dotarłam do celu, do którego dążyłam od kilku lat. Zatem podsumowanie można uznać za całkiem pozytywne. Pracuję w miejscu, które uwielbiam, na dodatek będę mogła kontynuować tę pracę w wakacje, tylko w rodzinnym mieście... Wow. Jest cudownie. Nie zapominajmy oczywiście o najważniejszym czymś, a raczej kimś. Bez tego Pana nic by nie było takie, jakie jest.
Motylki w brzuchu!
Uwielbiam ten moment, gdy wkładam słuchawki, włączam muzykę i odpływam. Moje myśli fruwają gdzieś pod sufitem, a ja leżę i wpatruję się w przestrzeń. Czasem zamykam oczy, a ciemność pod przymkniętymi powiekami nie wydaje się straszna. Piękne obrazy, piękne wspomnienia.
W ostatnim czasie zauważyłam, jak wiele piosenek kojarzę z różnym okresem w moim życiu. Jak bardzo muzyka jest nieodłącznym elementem mojego życia. Uświadomiłam sobie, że podczas pocałunków nucę w myślach piosenki, a czasem podczas jazdy autobusem myślę o tym, że to byłoby dobre ujęcie, dobry kadr. I czasem też sobie myślę, że tak trochę się czuję, jakbym grała w filmie. Jakbym miała jedną z najlepszych ról. Ale nie w tym sensie, że udaję, że odgrywam jakąś rolę, że jestem aktorką (chociaż każdy człowiek nim jest, odgrywając sztukę zwaną życiem, czyż nie?). Po prostu wszystko wydaje się tak pięknie wyreżyserowane, tak cudowne, tak wyidealizowane. Żyję w dolinie słodyczy i rozkoszy. I dawno nie byłam tak szczęśliwa. Wydaje mi się, że chyba nigdy nie byłam tak szczęśliwa. I naprawdę mówię całkowicie szczerze.
Zmiany, zmiany, zmiany. Temat z poprzedniego wpisu absolutnie aktualny. Od października zapewne będę musiała korzystać ze wspólnej łazienki na korytarzu, będę wpatrywała się we dwie dziewczyny, z którymi będę dzieliła pokój. Będę mówiła 'tak, mieszkam w akademiku'. Tak. Życie potrafi być zaskakujące. Tak zaskakujące, jak fakt, że na całe wakacje wracam tam, gdzie nigdy już wrócić nie miałam. A tu znowu, 3 miesiące w tym samym pokoju, w którym spędziłam ostatnie kilkanaście lat. I cóż? Cóż. Nie wiem, czy to przeżyję. Nawet nie chcę o tym myśleć. Nawet nie przechodzi mi przez myśl, że to wszystko jest prawdą. Że te brązowe oczy będę widywała tak rzadko. Nie, nie, nie, nie, nie.
No i jeszcze jedno. Jak poradzę sobie z duchem przeszłości, kiedy będę musiała przebywać w tym miejscu, z którego w jakiś sposób uciekłam?
xx
i'll be back
Komentarze
Prześlij komentarz