bezkresność oceanu
Wiedziałam, że będzie ciężko. Że gdy ona mnie będzie trzymała w swoich ramionach, to łzy mi się będą cisnąć do oczu. Że gdy będę spacerować, wpatrując się w neogotyckie zabytki, gdy zobaczę fontannę, gdy posmakuję lodów, wiedziałam, że będzie mi ciężko. Jednak.. Takie jest życie, prawda? Coś dostajesz, a coś musisz oddawać w zamian. Czy istnieje na tym świecie bezinteresowność?
Czy gdy komuś pomagasz, nie robisz tego przypadkiem dlatego, że chcesz poczuć się lepszy? Chcesz udowodnić sobie, że jesteś dobrym człowiekiem? Czyż wszyscy nie jesteśmy pysznymi istotami?
Nie.
Nie jesteśmy. I bez względu na wszystko chcę wierzyć, że nie każdy człowiek jest egoistą. W mojej obecnej sytuacji, kiedy stoję w obliczu wyboru egzystencjalnego, niczym Abraham, który szedł przez pustynię i musiał dokonać wyboru w samotności- czy zabić swojego syna, czy pozostawić przy życiu? Jak Elza, która zastanawiała się, czy poświęcić swoją cnotę dla pieniędzy. I jak Andrea, która musiała decydować każdego dnia, po której chce stać stronie, czy poddać się swoim popędom, czy może pozwolić rozumowi wpłynąć na jej działania. A ja stoję razem z nimi w obliczu wyboru. Czy postępować zgodnie z moimi poglądami, czy może działać z sercem. Bo czy obserwowanie w milczeniu jest dobra opcją? Czy może to wkrótce nie obróci się przeciwko mnie? Czy nie pożałuję tego, że nic nie zrobiłam, a może zrobiłam za dużo? Co robić? Kiedy się tutaj przeprowadzałam, nie spodziewałam się, że tak to się rozwinie. Miałam nadzieję, że nie będę musiała się w to angażować. Och, jak naiwne ze mnie dziewczę, nie sądzicie?
*
Bez względu na to, ja bardzo chciałabym nie pamiętać, to doskonale pamiętam, jaki dzisiaj jest dzień. Niektórych rzeczy nie można zapomnieć. Jakżebym mogła? Jechałam autobusem i myślałam 'To jest ten dzień'. I myślałam o tym, jakim wtedy byłam człowiekiem i czy sobie na to wszystko zasłużyłam. Czy może to wszystko, co stało się potem było jakimś fatalnym wodospadem nieszczęść, wywołanym przez ten jeden dzień? el veinticinco de octubre dos mil catorce. To nie jest tak, że o tym rozmyślam. Że każę teraz się nad tym zastanawiać, wspominać.
Jak to wszystko wpłynęło na to, jaka teraz jestem kobietą?
Rok temu zaczęłam chodzić do psychologa. Wow, jakby teraz pomyśleć, to październik był dla mnie niesamowicie fatalnym miesiącem.
Dlaczego to wszystko się wydarzyło? Czy naprawdę to wszystko miało być dla mnie dobre? Hej, Panie Boże, co zamierzałeś zrobić? Wiem, że to twoja sprawka. Że to miało na mnie wpłynąć.
Czy to dobrze?
*
Dzisiaj zdałam 9/10 pierwsze w swoim życiu kolokwium i jestem z siebie niesamowicie dumna. Czuję, że teraz mogę wszystkim, którzy mi mówili, że nie dam rady pracować i studiować pokazać środkowy palec. No, bo co. Dałam radę. i może wracam zmęczona w te sobotyniedzieleponiedziałkiwtorki, ale potem jest godzina 21;00 i wracam do domu i jest cudownie. piję herbatę z miodem, czytam materiały na zajęcia. i jest naprawdę dobrze.
*
Wpatrywała się w niebieski ocean, który rozciągał się przed jej oczami. Krystaliczna tafla, co jakiś czas zaburzana była falami. Bezkresność, jakiej doświadczała wydała jej się przytłaczająca. Czuła się mała i bezbronna wobec tego żywiołu, przed którym stała. Wiatr bawił się jej włosami, których kosmyki co chwilę wpadały jej do oczu. Przymrużała oczy. Chciała teraz poczuć dotyk jego ust na karku. Na samą myśl przeszedł ją dreszcz. Ale go nie było. Ani tutaj, ani nigdzie. Poczuła, jak pojedyncza łza spływa po policzku. Otarła ją wierzchem dłoni i zamknęła oczy. Położyła się na piasku. Drobne ziarenka przykleiły się do jej skóry, ale ona zupełnie się tym nie przejmowała. Uniosła powieki, spojrzawszy na niebo. Chciała wierzyć, że on gdzieś tam jest, obserwując ją. Miłość nie polegała na pocałunkach. Lecz na tym, jak ją trzymał w swoich ramionach. Jak ocierał jej łzy. Jak sprawił, że pokochała swoje życie, a wraz z życiem pokochała go. Jego wiecznie rozwichrzone włosy, uśmiech największego flirciarza w całym mieście, jego oczy, które tak intensywnie się w nią wpatrywały, kiedy opowiadała mu o swoich cierpieniach, pragnieniach i marzeniach. Kochała go, chociaż to brzmiało tak banalnie. Usiadła. Szum oceanu wprawiał ją w błogi stan. Gdyby mogła, spędziłaby tu resztę swojego życia. Wraz z nim. Odwróciła głowę i zobaczyła, że ktoś zbliża się do niej, idąc brzegiem plaży. Wstała, nie otrzepując się w stronę piasku i ruszyła w przeciwną stronę. Słońce zachodziło, rozpraszając światło na całą plażę. Bladoniebieskie niebo przybrało teraz wszystkie najpiękniejsze kolory. Fale zmoczyły jej nogi, ale ona się tym nie przejmowała. Szła przed siebie, wpatrując się w znikające słońce. Wierzyła, że on gdzieś na nią czeka. Miała nadzieję, że jeszcze kiedyś go zobaczy, a wtedy w końcu on ją pocałuje. Spacerowała po plaży, aż niebo nie przybrało ciemnogranatowej barwy, a gwiazdy nie odkryły swojego oblicza. Księżyc lśnił tak mocno, jak nigdy. A ona spacerowała.
Czy gdy komuś pomagasz, nie robisz tego przypadkiem dlatego, że chcesz poczuć się lepszy? Chcesz udowodnić sobie, że jesteś dobrym człowiekiem? Czyż wszyscy nie jesteśmy pysznymi istotami?
Nie.
Nie jesteśmy. I bez względu na wszystko chcę wierzyć, że nie każdy człowiek jest egoistą. W mojej obecnej sytuacji, kiedy stoję w obliczu wyboru egzystencjalnego, niczym Abraham, który szedł przez pustynię i musiał dokonać wyboru w samotności- czy zabić swojego syna, czy pozostawić przy życiu? Jak Elza, która zastanawiała się, czy poświęcić swoją cnotę dla pieniędzy. I jak Andrea, która musiała decydować każdego dnia, po której chce stać stronie, czy poddać się swoim popędom, czy może pozwolić rozumowi wpłynąć na jej działania. A ja stoję razem z nimi w obliczu wyboru. Czy postępować zgodnie z moimi poglądami, czy może działać z sercem. Bo czy obserwowanie w milczeniu jest dobra opcją? Czy może to wkrótce nie obróci się przeciwko mnie? Czy nie pożałuję tego, że nic nie zrobiłam, a może zrobiłam za dużo? Co robić? Kiedy się tutaj przeprowadzałam, nie spodziewałam się, że tak to się rozwinie. Miałam nadzieję, że nie będę musiała się w to angażować. Och, jak naiwne ze mnie dziewczę, nie sądzicie?
*
Bez względu na to, ja bardzo chciałabym nie pamiętać, to doskonale pamiętam, jaki dzisiaj jest dzień. Niektórych rzeczy nie można zapomnieć. Jakżebym mogła? Jechałam autobusem i myślałam 'To jest ten dzień'. I myślałam o tym, jakim wtedy byłam człowiekiem i czy sobie na to wszystko zasłużyłam. Czy może to wszystko, co stało się potem było jakimś fatalnym wodospadem nieszczęść, wywołanym przez ten jeden dzień? el veinticinco de octubre dos mil catorce. To nie jest tak, że o tym rozmyślam. Że każę teraz się nad tym zastanawiać, wspominać.
Jak to wszystko wpłynęło na to, jaka teraz jestem kobietą?
Rok temu zaczęłam chodzić do psychologa. Wow, jakby teraz pomyśleć, to październik był dla mnie niesamowicie fatalnym miesiącem.
Dlaczego to wszystko się wydarzyło? Czy naprawdę to wszystko miało być dla mnie dobre? Hej, Panie Boże, co zamierzałeś zrobić? Wiem, że to twoja sprawka. Że to miało na mnie wpłynąć.
Czy to dobrze?
*
Dzisiaj zdałam 9/10 pierwsze w swoim życiu kolokwium i jestem z siebie niesamowicie dumna. Czuję, że teraz mogę wszystkim, którzy mi mówili, że nie dam rady pracować i studiować pokazać środkowy palec. No, bo co. Dałam radę. i może wracam zmęczona w te sobotyniedzieleponiedziałkiwtorki, ale potem jest godzina 21;00 i wracam do domu i jest cudownie. piję herbatę z miodem, czytam materiały na zajęcia. i jest naprawdę dobrze.
*
Wpatrywała się w niebieski ocean, który rozciągał się przed jej oczami. Krystaliczna tafla, co jakiś czas zaburzana była falami. Bezkresność, jakiej doświadczała wydała jej się przytłaczająca. Czuła się mała i bezbronna wobec tego żywiołu, przed którym stała. Wiatr bawił się jej włosami, których kosmyki co chwilę wpadały jej do oczu. Przymrużała oczy. Chciała teraz poczuć dotyk jego ust na karku. Na samą myśl przeszedł ją dreszcz. Ale go nie było. Ani tutaj, ani nigdzie. Poczuła, jak pojedyncza łza spływa po policzku. Otarła ją wierzchem dłoni i zamknęła oczy. Położyła się na piasku. Drobne ziarenka przykleiły się do jej skóry, ale ona zupełnie się tym nie przejmowała. Uniosła powieki, spojrzawszy na niebo. Chciała wierzyć, że on gdzieś tam jest, obserwując ją. Miłość nie polegała na pocałunkach. Lecz na tym, jak ją trzymał w swoich ramionach. Jak ocierał jej łzy. Jak sprawił, że pokochała swoje życie, a wraz z życiem pokochała go. Jego wiecznie rozwichrzone włosy, uśmiech największego flirciarza w całym mieście, jego oczy, które tak intensywnie się w nią wpatrywały, kiedy opowiadała mu o swoich cierpieniach, pragnieniach i marzeniach. Kochała go, chociaż to brzmiało tak banalnie. Usiadła. Szum oceanu wprawiał ją w błogi stan. Gdyby mogła, spędziłaby tu resztę swojego życia. Wraz z nim. Odwróciła głowę i zobaczyła, że ktoś zbliża się do niej, idąc brzegiem plaży. Wstała, nie otrzepując się w stronę piasku i ruszyła w przeciwną stronę. Słońce zachodziło, rozpraszając światło na całą plażę. Bladoniebieskie niebo przybrało teraz wszystkie najpiękniejsze kolory. Fale zmoczyły jej nogi, ale ona się tym nie przejmowała. Szła przed siebie, wpatrując się w znikające słońce. Wierzyła, że on gdzieś na nią czeka. Miała nadzieję, że jeszcze kiedyś go zobaczy, a wtedy w końcu on ją pocałuje. Spacerowała po plaży, aż niebo nie przybrało ciemnogranatowej barwy, a gwiazdy nie odkryły swojego oblicza. Księżyc lśnił tak mocno, jak nigdy. A ona spacerowała.
Komentarze
Prześlij komentarz