no tengo tiempo

Okej, trochę zaniedbałam to miejsce. Nawet nie wiem, kiedy ostatni raz tutaj pisałam.
Ciężko mi zebrać myśli, bo jestem zmęczona (ostatnio to staje się elementem rozpoznawczym mojej osoby), ale postaram się napisać wszystko to, co chcę napisać.
Prawda jest taka, że codziennie myślę, o tym, co tutaj napiszę. Planuję, mam w głowie tyle pomysłów, a potem przychodzę do domu, siadam na fotelu i wpatruję się w ekran, nie wiedząc co napisać. Nadużyłam formy 'napisać' w innych formach i ten wstęp jest tak bardzo nieskładny, że chyba przejdę do sedna, czyli do tej wartościowej części mojego wpisu.

*

Zatem miesiąc. Kilka dni temu minął miesiąc, odkąd mieszkam w Warszawie. Studiuję od dwóch tygodni, a pracuję od 13 dni, czyli jeden dzień mniej niż same studia. Wiecie, już nawet nie pamiętam, jak to było, kiedy nie miałam takiego trybu życia. Odnoszę wrażenie, jakobym od zawsze studiowała, jakby przed tym, co jest teraz nie było nic innego. Nie wiem, czy rozumiecie. Po prostu wpadłam w wir życia w stolicy, życia zapracowanej studentki. Ciężko powiedzieć, czy mam czas a odpoczynek. Odpoczynkiem jest moment, gdy siadam w fotelu i czytam książkę, ale nie byle jaką, tylko tę, którą mam w obowiązku przeczytać na zajęcia z literatury Hiszpanii. Jednak jest to książka, jedna z najcudowniejszych form odpoczynku, jaka istnieje.
Piję herbatę z pokrzywy i próbuję zebrać myśli. Co jeszcze?
Mam naprawdę mało czasu. To śmieszne, kiedy byłam w klasie maturalnej to w gronie moich bliskich uważano, że jestem nieustannie zajęta. Zatem wyobraźcie sobie, że teraz jestem jeszcze bardziej zajęta. Chwytam te momenty, gdzie mogę odetchnąć. Półtorej godziny okienka między zajęciami, promienie słoneczne, jesienne liście, które z gracją opadały na trawę i do tego książka. Wpatrywałam się w ten krajobraz, w kamienne ściany budynków, w studentów, którzy mnie mijali i.. poczułam się szczęśliwa. Naprawdę przynajmniej kilka razy w tygodniu myślę o tym, jaka jestem szczęśliwa. I chociaż padam ze zmęczenia, chociaż muszę się uczyć (!), chociaż jutro pierwszy raz będę sama na zmianie, chociaż w pierwszym tygodniu zajęć chodziłam na zajęcia z gorączką 39 stopni, to jest naprawdę dobrze.

PRZERWA PODCZAS ROBIENIA WPISU, CZAS NA KĄPIEL

okej, wróciłam. Trwało to krócej niż planowałam, bo kiedy w mieszkaniu są 3 kobiety, to ciężko pobyć dłużej w łazience. No cóż, ale przynajmniej pachnę cytryną z bazylią. 

No. Więc co jeszcze mogłabym dodać?
Czasem mam takie momenty, że tęsknię za domem. Za ciepłym obiadem mojej mamy, za moim łóżkiem, gdzie w chwilach kryzysu mogłam się schować, za miejscem za szafą, gdzie mogłam sobie popłakać, za oglądaniem ludzi z drugiego bloku, za spacerami do Copernicusa, za stadionem miejskim, za lodami z Biedronki (ale tylko tej obok domu), za New Girl, za całuskami M., za śmiechem G. Mogłabym wymieniać te miliony rzeczy, za którymi tęsknię. I z jednej strony to dla mnie niesamowite, że jadę do domu za 4 dni, ale z drugiej strony boję się, co będzie, gdy będę musiała stamtąd wyjeżdżać. Czy będzie jeszcze gorzej?
Jej, wracam do domu.

Nie mam czasu na pisanie. Wiem, powtarzam się. Ale naprawdę- nie mam czasu na pisanie opowiadania, ani na nic. Mogłabym pisać na nudnych wykładach, ale te wykłady są nawet całkiem ciekawe, a zresztą, gdyby tylko ktokolwiek przeczytał, co ja tam skrobię... To chyba bym nie była zbyt zadowolona z tego powodu. Zatem zapominam powoli o mojej prozie. Ale wierzę, że niedługo się przyzwyczaję do tego trybu życia, że będzie mi łatwiej.

Dorosłość jest ciężka, to prawda. Jesteś zdany sam na siebie. Ale.. Ale nie jest tak źle, jak wszyscy o tym mówią. Jest naprawdę wiele plusów. Mogę robić, co chcę. Mogę wrócić o której chcę. Mogę jechać, gdzie chcę. Mogę robić wszystko, co chcę. Wiadomo, jest odpowiedzialność. Ale.. Kurcze. No jest super.

Czuję, że jestem w tym miejscu, gdzie powinnam być. To miasto jest moim miastem. Kocham je, naprawdę. I już nie mogę się doczekać, co mi przyniosą kolejne dni.

xx

Komentarze

Popularne posty