My firefly.
I będę trzymać cię mocno,
Jak księżyc w objęciach nieba
I ogrzeję cię
Wzniecę ogień w tym domu
dawno nie odczuwałam prawdziwego bólu serca z powodu miłości. do czasu.
tak długo się wahałam czy dodawać wpis, czy wylewać tutaj wszystko to,
co nie pozwala mi oddychać, co nie pozwala mi funkcjonować. nawet nie wiem,
jak to ująć w słowa. niewyobrażalny ból. niewyobrażalny. nie poszłam do szkoły.
I wzniecę ogień,
ty przyniesiesz wodę
I nakryję do stołu
W naszych sercach
wciąż modlimy się
o synów i córki
I te wszystkie wieczory
w ogrodzie
Czerwone, czerwone wino
To cisza nocna obracająca się w lata
to kwestia punktu widzenia, kto zasłużył na jakie traktowanie. to tylko puste słowa. puste obietnice. puste rozmowy pełne pustych zapewnień. rozsypka. moje serce rozpadło się na milion kawałków. i piszę to wszystko w tak nieodpowiednim miejscu, nie tutaj powinnam o tym pisać. ale tak bardzo nie jestem w stanie. Boże, Priim, chociaż raz bądź silna. otrzyj je z policzków. po raz kilkunasty (jest takie słowo?) w przeciągu ostatnich dni.
I ja
owinę się wokół twojego serca,
będę jego ścianami
I ja
zostawię zapalone światło,
by przywołać cię z powrotem do domu
przez zło do dobra. jak Faust. nie wierzę w coś takiego. zranienie. zastanawiam się. dylematy moralne. nie wiem. myślę o tym, czym jest miłość. tak bardzo chcę wierzyć w jej wielką siłę, ogromną moc. w coś pięknego. ale na każdym kroku życie mi pokazuje, że nic dobrego z niej nie wychodzi. albo jest tylko pustymi obietnicami. pustymi wyznaniami, które nic za sobą nie niosą. miłość wybacza, nie zazdrości, miłość się nie mści. nie tak to miało wyglądać. nie tak. o, kilkunasty raz pluz jeden.
To wszystko nadchodzi
Teraz wciąż jesteśmy młodzi
Po prostu budujemy nasze królestwo
Ale to wszystko nadchodzi
chcę normalności. chcę się przytulić, obejrzeć film albo wykrzyczeć. albo zatańczyć w promieniach kolorowych świateł, kręcić piruety i czuć to szczęście, które czułam. chcę jeść tony frytek z warszawskiego Mc Donalda. chcę siedzieć na ławce na dachu biblioteki. chcę położyć się na chodniku i śmiać jak małe dziecko. robić fikołki w sukience i trampkach. chcę upijać się szczęściem. radością. chcę trzymać za rękę i patrzeć nieustannie w oczy.
nie jestem okrutna. wiem, że nie jestem. okrutne czyny są zależne od celów. czyn jest okrutny, gdy cel jest okrutny. to tak nie miało wyglądać.
chcę uciec.
naprawdę
tak bardzo chcę uciec.
nie chcę już tutaj być,
w tym mieście.
chcę uciec od wszystkich.
to nie kwestia pogubienia. to kwestia tak ogromnego cierpienia, które zawsze skrywałam.
ja tyko pragnęłam miłości. czystej miłości. bez ogromnych poświęceń, ciągłego zapewniania. chciałam być kochana i kochać. chciałam mieć w posiadaniu jego serce, żeby móc je pielęgnować. chciałam szczęścia.
to jak spełnienie marzeń. wiem, że tego nie zepsułam. wiem, że czasem popełniam błędy. ale wiem, że nie robiłam ich, żeby ranić. ja tylko chciałam być szczęśliwa.
ucieczka
uciekaj, Priim
uciekaj
nie jestem okrutna. wiem, że nie jestem. okrutne czyny są zależne od celów. czyn jest okrutny, gdy cel jest okrutny. to tak nie miało wyglądać.
chcę uciec.
naprawdę
tak bardzo chcę uciec.
nie chcę już tutaj być,
w tym mieście.
chcę uciec od wszystkich.
to nie kwestia pogubienia. to kwestia tak ogromnego cierpienia, które zawsze skrywałam.
ja tyko pragnęłam miłości. czystej miłości. bez ogromnych poświęceń, ciągłego zapewniania. chciałam być kochana i kochać. chciałam mieć w posiadaniu jego serce, żeby móc je pielęgnować. chciałam szczęścia.
to jak spełnienie marzeń. wiem, że tego nie zepsułam. wiem, że czasem popełniam błędy. ale wiem, że nie robiłam ich, żeby ranić. ja tylko chciałam być szczęśliwa.
ucieczka
uciekaj, Priim
uciekaj
Ninth Fourth of July
pamiętam
pamiętam
- Zło rozprzestrzeniło się przed nami jak gorączka
To była noc w którą umarłaś, mój świetliku
Co mogłem powiedzieć byś zmartwychwstała?
Miałem rozbłysnąć niebem czwartego lipca?
- Nie mów już więcej
Mój sokoliku, dlaczego płaczesz?
Powiedz, jaki morał płynie z pożarów Tillamook
Czy z dziewiątego czwartego lipca?
Wszyscy umrzemy
- Siedzisz na łóżku z aureoą nad głową
Czy to tylko maskarada, jak w gimnazjum
Gdzie wszystko było fikcją, przyszłością, przepowiednią
Gdzie jestem teraz? Moje więdnące wsparcie
- Czy kochałam cię jak należy, mój gołąbku
Dlaczego płaczesz?
Przepraszam, że umarłam, ale tak było lepiej
Choć to niesprawiedliwe,
Mój mały Wersalu
- W szpitalu spytali czy ciało zawinąć
Nim się pożegnam, moja gwiazdo na niebie
Dziwne to, owinąć cię płótnem
Czy uważasz, że to w porządku, moja ważko?
- Popatrzmy na księżyc, mój nureczku
Dlaczego płaczesz?
Czerp z życia garściami, póki starcza
Póki jest jasne i lekkie
Nie mów już więcej
Mój sokoliku, dlaczego płaczesz?
Powiedz, jaki morał płynie z pożarów Tillamook
Czy z dziewiątego czwartego lipca?
Wszyscy umrzemy...
Komentarze
Prześlij komentarz